III Ogólnopolski Wyścig Kolarski Pałuki Tour 2018 – czyli czemu tam jest najlepiej?

     Zabrzmi to trochę jak jakaś kryptoreklama, ale musicie mi uwierzyć na słowo, że wszystko co piszę jest prawdą ( chyba, że chodzi o moją wagę :)). Pałuki – bo o nich pokrótce będzie tu mowa to malownicza kraina, której stolicą jest Żnin. Geograficznie usytuowana pomiędzy Gnieznem, Inowrocławiem, a Bydgoszczą, otoczona dziesiątkami przepięknych jezior. Jak na płaskie warunki centralnej Polski można tu znaleźć także całkiem zadowalające podjazdy – nie jest to szał ciał, ale takie 800-1000m długości bez problemu znajdziemy. Los mnie tak obdarował, że moi wspaniali rodzice lata temu wybudowali domek letniskowy właśnie w okolicy Żnina, a co za tym idzie byłem ogromnym szczęściarzem, aby każde wakacje spędzać na wsi, w otoczeniu natury, lasów, jezior oraz zaprzyjaźnić się z lokalnymi rolnikami. Niesamowite wspomnienia i przyjaźnie, które pozostały do dzisiaj sprawiają, że gdy tylko dowiedziałem się o wyścigu kolarskim rozgrywanym w okolicy, którego trasa biegnie dosłownie 300m od mojego domu to zdębiałem! Coś wspaniałego, wyścig u siebie! Nie zastanawiając się ani chwili dłużej opłaciłem startowe i zapisałem. Wtedy- w roku 2017 osiągnąłem jak na siebie ogromny sukces – 14 Open i 3 w kategorii wiekowej – ale nie wracajmy już do tego, bo było minęło, a w tym roku w organizacji wyścigu zmieniło się wiele, oj wiele.

     W tym roku na pierwszy plan pójdzie promowanie wyścigu. W mediach społecznościowych wyświetliło mi się zaproszenie do wspólnego, oficjalnego treningu kolarskiego przed Pałuki Tour. Pomyślałem – Fajnie! Będzie można zrobić mocny trening. Akurat spędzałem weekend u rodziców, więc wybrałem się do Żnina i co mnie zszokowało to frekwencja. Uwierzcie mi, na żadnej ustawce w Poznaniu czy Łodzi nie widziałem tylu zawodników. Wachlarz rozpiętości wytrenowania zawodników oczywiście spory, ale nie brakowało chętnych do pociągnięcia mocniej i współpracowania z przodu – Naprawdę fajnie się ujechaliśmy i można było odbyć doskonały trening. Po tak udanym treningu naszła ochota na więcej, a dzięki poznanym tam ludziom bez problemu umówiliśmy się na kolejną mocniejszą jazdę – dzięki temu poznałem Marka z Szosa Żnin.

Zbliża się wrzesień, a w mojej głowie tylko wyścig. Najważniejszy punkt sezonu, czyli Pałuki Tour 2018 , takie Mistrzostwa Świata okoliczne – coś jak Kolarski Czwartek w Poznaniu 🙂 2 pętle, dystans 64 km po lekko pagórkowatym terenie i całkiem niezłym asfalcie. W piątek pojawiam się na stadionie w Żninie, aby odebrać pakiet. Wchodzę, pokazuję dowód i wychodzę! Coś niezwykłego, brak kolejki, ale może jestem wyczulony przez zawody triathlonowe i po prostu byłem wcześniej. Pakiet startowy – mi do niczego nie potrzebny i jestem za cięciem kosztów jak tylko się da, bo kolejne koszulki i gadżety nie są potrzebne, ale muszę przyznać, że w tej cenie udało się naprawdę dużo w ten pakiet włożyć. Koszulka, bidon, torba zakupowa – naprawdę fajnej jakości i przydatne. W sobotę przed samym wyścigiem na prośbę Marka pozamiatałem jeszcze kilka newralgicznych zakrętów w okolicy mojej miejscowości, uraczyłem się zimnym piwem i poszedłem spać 🙂 2 września pogoda nie sprzyjała kolarstwu szosowemu – niesamowicie wiało, a jak wiadomo takie dziki jak ja na wietrze działają jak spadochron.

Kibice jak zwykle dopisali 🙂

 

Jechało się doskonale, cały czas w czołowej grupie, ale na finałowych kilometrach peleton poszedł po rantach i zabrakło sił na mocny finisz. Efekt to 42 miejsce Open, które mnie kompletnie nie satysfakcjonuje, ale nie od razu Rzym zbudowano. Jak na 3 miesiące treningów z trenerem i dietetyczką oraz praktycznie przespana zima to i tak całkiem nieźle. Przypomnę tylko, że w dniu wyścigu ważyłem 109 kg!

Złapany na zakręcie w obiektywie Marcina 🙂

Ale nie o moim starcie tutaj mowa, tylko o podsumowaniu wyścigu.

  • Miejsca parkingowe – praktycznie przy samym starcie wydzielone bardzo dużo miejsc – brak kłopotów z zaparkowaniem
  • Start i godzina startu – brak opóźnień, start o czasie, bardzo dobre zabezpieczenie
  • Zabezpieczenie wyścigu – bez zarzutów, na każdym skrzyżowaniu, nawet najmniejszym był ustawiony strażak / policjant / służba porządkowa
  • Bufet – na szczycie podjazdu ustawiony bufet – widziałem wodę, ale czy było coś więcej to nie powiem, bo na tak krótkim dystansie moim zdaniem jest to zbędne
  • Meta – medal od razu po wjeździe, oddanie chipów od razu przy wjeździe – Pan zdejmował samemu, dzięki czemu nie musisz się szarpać z rowerem.
  • Bufet po finiszu – bardzo, ale to bardzo bogato wyposażony. Tony cukru w każdej postaci, różne owoce, napoje.
  • Atrakcje dla dzieci – istny festyn rodzinny, dzieciaki biegały zadowolone i z tego co widziałem było mnóstwo atrakcji dla całych rodzin.
  • Masaże i fizjoterapeuci – na każdego zawodnika czekali masażyści, którzy bezpłatnie pomogli nam się pozbierać po wyścigu 🙂
  • Nagrody – całkiem niezłe, bo zwycięzca wygrywał bodajże 1000 zł. Dodatkowo wśród wszystkich rozlosowane były nagrody rzeczowe i bony.

Podsumowując: Redaktor ze mnie żaden, ale może chociaż jedną osobę wahającą się przekonałem do startu w tej świetnej imprezie, a nawet gdyby nie to tereny do jazdy są przepiękne i wypad na weekend z rowerem z pewnością też się uda.

Pozdrawiam
Mikołaj Studziński

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *